4 lip 2012

Rozdział 2

24 Maj 1986 r. niby zwyczajna data ale nie dla każdego , ten dzień kojarzył się Elenie z początkiem podróży i pierwszymi od dawna odwiedzinami syna swego zmarłego kuzyna . Wstała o 6 rano by z zapałem przebrać się w wygodny dres. Po trzech godzinach intensywnych ćwiczeń była rozgrzana i naładowana energią na cały dzień . Po szybkim prysznicu zeszła na śniadanie w jadali gdzie już czekali na nią jej rodzice , miałby być to jej ostatni posiłek w tym pomieszczeniu na okres 7 lat w których będzie podróżowała i zdobywała nowe nieumiejętności. Oczywiście miała już gotowy plan podróżny który zaczynał się od odwiedzin miasteczka w Hrabstwie Surrey.

-Tato, Mamo będę już się zbierać już po 10 a chciałabym kopić jeszcze kilka drobiazgów dla Harrego zanim odwiedzę go u wujostwa.- powiedziała melodyjnym głosem do rodziców

- Ah no tak . Prawie zapomniałam kochanie, mam do ciebie prośbę mogła byś w czasie podroży odwiedzić także kuzynkę Kushine już dawno nie dostałam od niej sowy sama bym ja odwiedziła ale nie mogę opuścić teraz posiadłość wiesz ze jak bardzo Kiri-san złości się gdy nie dotrzymuje terminów - rzekła Adelajda Rose Carers matka Eleny, oraz jedna z najbardziej opłacanych pisarek czarodziejskiego świata.

-Tak właśnie ciekawe jak duży jest już Naruto? . - z zapałem dodał basowym głosem Aleksander Thomas Carers

- Z tego co wiem jest w tym samym wieku co Harry Potter i najmłodszy dzieciak Uchiha jak on miał?- wtrąciła Elena podekscytowana podróżą i odwiedzinami swoich przyjaciół z wioski Liścia

- Sasuke , Sasuke Uchiha moja droga , jej tyle czasu już minęło mam nadzieje ze bariery które zakładałam z matką nadal działają , pamiętaj że to właśnie dzięki nim mamy pewność co do sytuacji naszej rodziny.- rzekła Adelajda

- Tak mamo. A po za tym chciałabym założyć kilka dodatkowych wiesz przecież jak okrutna była woja shinobi ostatnim razem - dodała ze smutkiem Elena

-Hai Hai . Ale powinna chyba już się zbierać wiesz ze w południe musisz opuścić "dom" - odrzekła z lekkim smutkiem Adelajda- i musisz koniecznie pozdrowić Kakashiego , to taki śliczny chłopiec -dodała z rozmarzeniem matka

- A skąd ty to możesz wiedzieć skoro nie widać jego twarzy?- spytał zaintrygowany mąż Adelajdy

- Kochanie jesteśmy w końcu czarodziejami co to dla nas małe zaklęcie Legmintis i zobaczenie jak np. ubiera się po prysznicu ? hihi- stwierdziła z śmiechem Adelajda, nie zrażona zirytowanym wzrokiem córki i męża

- No cóż ja będę się już zbierała muszę jeszcze się przejść do po pokoju sprawdzić czy mam wszystko spakowane spotkamy się przy bramie – wstała i spokojnym marszem udała się do pokoju po drodze rozglądała się dookoła chcąc zapamiętać każdy detal posiadłości . Gdy dotarła do pokoju rzuciła na walizki zaklęcie pomniejszające , zabrawszy pomniejszone walizki wsadziła do na pierwszy rzut oka malutkiej torebki z ostatniego projektu Chanel z tym wyjątkiem ze trochę podrasowana magicznie [torebka bez dna ] [[zdjęcie w galerii ]] sprawdziła jeszcze czy ma wymienione galeony na funty karty I sakiewki . Gdy wszystko było już sprawdzone z westchnieniem przeszła się po pokoju , podeszła do biblioteczki z roztargnieniem wzięła do reki jej album z zdjęciami jej wszystkimi przyjaciół z Konohy I Hogwartu . Gdy go tak przeglądała wpadła na pomysł że Harry z chęcią by go obejrzał , jej rozmyślanie przerwał odgłos zegara wskazującego na 11 musiała się już zbierać jednym machnięciem dłoni zmniejszyła album I spakował go .

***

Gdy dochodziła do bramy widziała już stojących przy niej rodziców , spokojnie do nich podeszła i bez żadnych słów przytuliła Adelajdę swa matkę, przyjaciółkę i wspólniczka przy wycinaniu numerów Tacie[cóż poradzić geny Uzumaki ] po chwili oderwały się od siebie i uśmiechnęły psotnie jak to miały w zwyczaju, potem podeszła do ojca i wtuliła się w niego jak mała dziewczynka by po chwili oderwać się od niego by podbiec do bramy i odwrócić się do nich z szerokim uśmiechem na ustach

- Bądźcie grzeczni jak mnie nie będzie i nie zmajstrujcie mi rodzeństwa , i uważajcie na siebie piszcie do mnie często i pamiętajcie ....- przerwała by zaczerpnąć tchu - KOCHAM WAS!!!! - krzyknąwszy to zrobiła krok do tyłu i zniknęła aportując się nie dając czasu na odpowiedz rodzicom cóż poradzić nigdy nie była dobra w pożegnaniach


cdn....









notki nie beda długie bo nie mam na to czasu ani cierpliwosci  i przepraszam ze tak długo nie pisałam ale nie mogłam znalesc czasu pozdrawiam i zycze dobrej nocki

Rozdział 1


24 maja 1986 r. był dniem niezwykle słonecznym. Temperatury dochodziły nawet 40 stopni Celsjusza. W takie dni kiedy słonice prażyło niemiłosiernie, a wiatr zrobił sobie wolne, wszyscy mieszkańcy  hrabstwa Surrey siedzieli w domu z klimatyzacją albo wychodzili cała rodziną na basen by trochę schłodzić rozgrzany codzienny upałem organizm.
Lecz niestety nie wszyscy mieli ten przywilej.
Właśnie w tym hrabstwie na ulicy Priret Drive, w domu pod numerem 4 mieszkał mały 6 letni chłopiec.  Niestety mimo iż chodził do pierwszej klasy podstawówki nie mógł cieszyć się żadnym możliwym sposobem ukojenia w te upalne dni.
Mijała godzina 1 po południu , gdy mały chłopiec z roztrzepanymi w wszystkie możliwe strony włosami, o niezwykle jadowitym zielonym kolorze oczu oraz blizną na czole w kształcie błyskawicy , biegł przez park uciekając przed swoim kuzynem i jego banda.
Wiedział że i tak długo jeszcze nie wytrzyma w przeciwieństwie do swoich prześladowców nie miał nikogo, kogo mógłby prosić o pomoc, powodem tego jest to iż jest sierotą, która mieszka z swoim wujostwem.
Niestety pojecie "mieszka" jest względne, bo jak można nazwać spanie w komórce pod schodami, dostawanie resztek do jedzenia i bycie na każde zawołanie tzw. "przynieś podaj pozamiataj" ,  bo chyba nie mieszkanie ?
Ale wracając do meritum sprawy [-.-] ...
Chłopiec biegł lecz z każdym następnym krokiem biegł wolniej a odgłosy podążającej za nim bandy robiły się coraz głośniejsze. W pewnym momencie gdy chłopiec zaryzykował spojrzenie za siebie, by zobaczyć jak daleko jest jego kuzyn . Niespodziewanie wpadł na idącą z zakrętu młoda kobietę o niespotykanym wyglądzie, bowiem nie codziennie się widzi osoby o białych włosach i oczach koloru soczystej czerwieni .
Niestety dla chłopca siła zdarzenia sprawiła że odbił się od nieznajomej upadając na twardy beton chodnika co wiązało się z konfekcją stłuczonego lewego nadgarstka oraz dobiegniecie oprychów do niego.

****

Tuz po upadku gdy leżał jak kłoda na betonie starał się przeanalizować co się stało : w jednej chwili biegł , odwraca się i BAM leży na betonie a nadgarstek zaczyna strasznie boleć.
Gdy spojrzał w stronę osoby na która wpadł, ujrzał jak dziewczyna zbiera właśnie torby które musiała opuścić w czasie zderzenia, cóż pewnie mu się od niej dostanie, ale ważniejszym problemem jest kuzyn który właśnie dobiegł cały zasapany, gdy tak na niego patrzał zastanawiał się, jakim cudem może być spokrewniony z mieszanka wieloryba z człowiekiem, ale nie mógł dalej rozwodzić nad tym bo zaczęło się jego codzienne piekło , zaczęło się niewinnie gdy stanął na nogi zaczęli popychać go miedzi sobą kierując pod jego adresem wiązane szyderstw i przekleństw.
Chłopiec znał je na pamięć nie reagując na zaczepki w ciszy i z niewyrażającą nic twarzą, czekając aż się zmęczą i znudzi im się dręczenie go, lecz w pewnej chwili Dudley popchną go mocniej co zaowocowało wylądowaniem chłopca na bolącej nadgarstku, przez nagły upadek[znowu-.-] chłopiec nie zdążył powstrzymać krzyku bólu

-Ahhh -krzyknął  Harry

- Co jest Potter, już wymiękasz ?!- szydził z niego dalej Dudley Dursley kuzyn chłopca

- Może poskarżysz się mamusi ?! Ah no tak ty nie masz mamy HaHaHa -  śmiał się kumpel Dudley'a Peris,

Mimo iż bolały Harrego takie słowa to nie pokazywał po sobie nic, co świadczyło by o tym że go to rusza. Stał w kręgu jaki tworzyli jego oprawcy nie odpowiadając i czekał aż znudzi im się.
Lecz nagle zauważył kontem oka jak jego kuzyn podnoś rękę z zaciśniętą pięścią był pewny że zaraz dostanie, nie bronił się bo nie było sensu w tedy konsekwencje były by gorsze, po prostu stał i zamkną oczy czekając na nieuniknione.
Czas leciał sekunda za sekunda a cios wciąż nie nadchodził gdy zniecierpliwiony czekaniem [ bo ile to można>.<] oraz zaintrygowany cisza jaka nastała, uchylił powoli oczy i spojrzał zdziwiony na pieść kuzyna która zatrzymała się dobre 10 cm od jego nosa. Ze zdziwienia cofną się o krok i wtedy ujrzał jak nieznajoma ściska mocno ramie Dudley'a tak iż nie mógł się ruszyć.
Gdy spojrzał w oczy kobiety, oczy które wyrażały zdeterminowanie już miał spytać czemu go obroni, ta zwróciła swój wzrok na jego czoło, czoło które szpeciła blizna w kształcie błyskawicy i spytała go drżącym głosem:

- Czy ty ... ty jesteś Harry Potter?

Cdn...









I jak się podoba wiem że ciężko to idzie ale trochę cierpliwości wyrobie się Obiecuje , oczywiście łatwiej mi będzie jak będziecie zostawiać komentarze w tedy będę wiedziała nad czym muszę popracować a co poprawić . Pozdrawiam i życzę miłego wieczora[?] 
BAY